Baner tytułowy

Fundacja jerzyk rozwija skrzydła w Przemyślu - rozmowa z Panem Arturem Cielińskim

Data dodania: 19-11-2010
Drukuj artykuł
Życie bywa przewrotne a choroba podstępna. Dotyka zarówno starszych jak i młodszych. Szczególnie okrutna wydaje się gdy zmagają się z nią dzieci, które przecież powinny być okazami zdrowia. Rodzic stając przed dramatem choroby dziecka czuje się bezradny i zagubiony. Jest to problem szczególnie dotkliwy w naszym regionie, gdzie wysokie bezrobocie i brak odpowiedniego zabezpieczenia medycznego sprawiają, że dzieci nie ma za co ani gdzie leczyć.

Zdając sobie sprawę z sytuacji powinniśmy dołożyć starań aby zapewnić warunki do skutecznego leczeni dzieci z naszego regionu. Zarówno dzieci jak i ich rodzice powinni mieć kogoś, kto pomoże się odnaleźć w sytuacji gdy z dnia na dzień okazuje się, że życie dziecka jest zagrożone i trzeba o nie walczyć.

Takie właśnie ideały przyświecają Arturowi Cielińskiemu, który po przejściach związanych z choroba nowotworową syna, utworzył w Przemyślu Fundację wspierającą dzieci w walce z chorobą pod nazwą Fundacja Pomocy Dzieciom Przewlekle Chorym - "jerzyk".

Artur Cieliński zebrał grupę osób, którzy tak jak on dostrzega palącą potrzebę działań na rzecz chorych dzieci i chcą pomóc oferując swój czas i zaangażowanie.

Pan Artur zgodził się nam opowiedzieć o chorobie syna i zadaniach jakie stawia przed Fundacją "jerzyk".


Choroba Mateusza

Mateusz poszedł spać w pełni sił i obudził się chory. W ciągu 24 godzin spuchła mu noga i przestał być zdrowy. W Przemyślu chorobę rozpoznano tylko częściowo. Wstępnie powiedziano mi, że jest podejrzenie nowotworu - osobiście wiozłem wycinki Mateusza do Warszawy do Centrum Onkologii. Przez tydzień, zanim nie dostałem potwierdzenia z Warszawy nic nie mówiłem rodzinie; uznałem, że na złą wiadomość zawsze jest czas - później musiałem powiedzieć, bo musieliśmy jechać. Usłyszałem wtedy od mamy Mateusza - "Co my teraz zrobimy?" - Nic nie zrobimy będziemy żyć jak żyliśmy i walczyć o życie Mateusza. Zmiana naszego życia i przekonanie go, że jest tragedia - czy to by było coś dobrego dla Niego? Nowotwór wcześnie wykryty daje szanse wyleczenia. Zdarzają się przypadki tragiczne, gdy nie udaje się uratować dziecka, jednak nie znaczy to, że nowotwór jest wyrokiem.

Mateusz dostał się do Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie już ok. 4 listopada 2009 co było wielkim szczęściem - okazało się bowiem, że ma nowotwór złośliwy kości i każda chwila jest na wagę złota.

Jak według Państwa wygląda Instytut Matki i Dziecka? Dla wielu, którzy tam nie byli, nie widzieli, pierwsze wyobrażenie jest takie, że musi być to jakiś nowoczesny budynek, duży, okazały. Rzeczywistość jest jednak taka, że Instytut Matki i Dziecka mieści się w budynku takim jak nasz były szpital na Rogozińskiego. Fakt, że jest wyposażony - wizualnie jednak nie robi wrażenia. Rodzice chorych dzieci, którzy tam przyjeżdżają dziwią się gdy dochodzi do weryfikacji wyobrażeń ze stanem faktycznym. Instytut nie jest taki jak by się wydawało, że powinno być miejsce gdzie się leczy dzieci, walczy o ich życie. Tam powinny stać wolne łóżka, nie powinny mieć miejsca sytuacje gdy czeka się, aż Jaś wyjdzie żeby Anię można było przyjąć. Termin "za miesiąc" to brzmi czasem jak wyrok - nowotwór bowiem przez ten czas może się bardzo rozwinąć.

W samym Instytucie jest 19 łóżek na całą Polskę plus 4 dostawiane na korytarzu (jeśli jest taka potrzeba - a bywa często). Zdarzały się przypadki, że Mateusz przyjeżdżał na chemię i nie mógł jej dostać ponieważ nie było go gdzie położyć.

Chciałbym podkreślić, że personel Instytutu (lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci i psychologowie) pod kierownictwem Prof. dr hab. n. med. Wojciecha Woźniaka, to wspaniali ludzie, specjaliści a nawet przyjaciele. Można pytać po kilka razy jeśli się czegoś nie rozumie i oni, jeśli tylko czas pozwala - będą tłumaczyć, wyjaśniać i wspierać.

Mateusz zakończył leczenie. Jedziemy 18- tego na badania. Jeśli lekarze uznają, że na tym koniec będziemy jeździć na kontrole co 6 tyg., później co 3 miesiące i żyć na bombie, która miejmy nadzieje nigdy nie wybuchnie.


Cele fundacji

Nazwa fundacji czyli "jerzyk" i jej logo są zainspirowane ksywką Mateusza, którego znajomi tak nazywają. W głównej mierze Fundacja ma pomagać chorym dzieciom. Chcemy bardziej wejść w profilaktykę - propagować badania profilaktyczne przeciwko nowotworowi wśród dzieci, zachęcać rodziców do badań kontrolnych. Na razie wszystko dopracowujemy, postaramy się zdobyć kontakt z lekarzem onkologiem, który np. w czasie zebrań rodziców w szkołach przychodziłby chociaż na 15-20 minut i zachęcał do takiej profilaktyki oraz tłumaczył jakie to może być ważne. Zasięg działania fundacji jest ogólnopolski ale chcemy się skupić na Podkarpaciu.


Plany działania

Chciałbym założyć punkty przy szpitalach aby dziecko mogło pożyczyć laptopa, grę planszową, książkę - żeby dzień mu szybciej minął, żeby nie myślało o chorobie tak intensywnie. Część rodziców siedzi z dzieckiem 24 godziny na dobę; inni przywożą i jadą bo nie maja możliwości zostać. Przykro jest patrzeć, że obok jest dziecko samo. Chcemy żeby było coś takiego jak w Warszawie - żeby przychodzili aktorzy, piosenkarze, żeby byli wolontariusze, którzy porozmawiają, pobawią się z dzieckiem.

Gdy Mateusz ostatnio leżał w Instytucie w Warszawie, akurat odwiedzili dzieci piłkarze ręczni reprezentacji Polski wraz z trenerem Wentą. Pośmiali się, porobili zdjęcia, dali autografy - dzieci miały urozmaicenie. Zdarza się, że przychodzą znani aktorzy czy piosenkarze i robią mini występy. My na razie mamy już wstępnie umówionych klaunów, którzy przychodziliby na pediatrię czy chirurgię dziecięcą w Szpitalu Wojewódzkim na Monte. Chcieliśmy robić Mikołaja ale okazało się, że Szpital robi sam, więc jest pomysł, żeby na Mikołaja przyszli właśnie klauni.

W dalszej przyszłości - ponieważ istnieje coś takiego jak Członek Honorowy Rady Fundacji - chcemy ten tytuł przyznawać osobom, które w znacznym stopniu czynnie i efektywnie wesprą Fundację. Planujemy również wprowadzić jakąś - nie wiemy jeszcze czy to będzie medal czy statuetka - formę doceniania, uhonorowania aktywnych działaczy, fundatorów czy osób wspomagających działania Fundacji.

Do stracenia nie mamy nic. W najgorszym wypadku nam się nie uda i przepadnie mi 1,500 zł (fundusz założycielski), co biorąc pod uwagę ogólny cel fundacji - jest śmieszną rzeczą. Nie jestem pesymistą; to tak jak w przypadku Mateusza gdy mnie pytano - Czy wierzę, że Mateusz będzie zdrowy - mówiłem wtedy - "Nie, nie wierzę - Ja wiem, że syn będzie zdrowy". Nie mogę sobie pozwolić na wiarę, wiara to za mało, tu jest potrzeba pewności. W przypadku Fundacji nie ma takiej pewności ale wierzę, że "to wypali".

Z tego co widzę ludzie chcą działać, jednak chcą widzieć cel i wiedzieć na co, lub raczej na kogo konkretnie idą przekazane przez nich pieniądze, a nie, że idzie to na jakąś tam fundację nie wiadomo gdzie, która za chwilę się rozpada i okazuje się, że kradła. Takie coś powinno być surowo karane, ponieważ czyn jednej takiej fundacji odbija się źle na zaufaniu społecznym do wszystkich innych - które są uczciwe i skupione na niesieniu pomocy potrzebującym.

Można powiedzieć też, że mamy już nawet pierwszy mały sukces na swoim koncie i że zdobyliśmy już pierwsze zaufanie - w prawie jest tak, że Akt Ustanowienia Fundacji musi być notarialnie potwierdzony. Robiliśmy to w Kancelarii Notarialnej Panów Jerzego Oblera i Bogumiła Gazdy i praktycznie koszt ponieśliśmy symboliczny - 1 zł. Mamy też obiecane, że jeśli Fundacja powstanie i zacznie działać możemy liczyć na pomoc. Dziękujemy. To takie pierwsze zdarzenia dające nam wiarę w to, że znajdą się życzliwe osoby, które będą chciały nam pomóc.

Chcemy swoją "opieką" objąć Odziały Pediatrii i Chirurgii Dziecięcej w Szpitalu Wojewódzkim w Przemyślu. Wydaje mi się ze Szpital Wojewódzki w Przemyślu jest chętny do współpracy. Będę się umawiał w najbliższym czasie z Dyrektorem Hamryszczakiem i myślę, że uzgodnimy i ustalimy formę naszej współpracy. Byłoby to dla mnie niezrozumiałe gdyby szpital nie był tym zainteresowany.


Sposoby zdobywania funduszy

Liczymy, że znajda się ludzie, którzy uznają, że warto pomóc; że pomagając Fundacji pomagają również swoim dzieciom, bo choroba nie wybiera. Nie życzę tego nikomu? bo sam nie przypuszczałem, że coś takiego spotka moje dziecko, które było przecież okazem zdrowia.

Na pewno w jakimś sensie nastawiamy się na początek na zbiórkę pieniędzy, ponieważ bez sponsorów ciężko jest funkcjonować. To co możemy zrobić bez pieniędzy czyli np. odwiedziny klaunów w szpitalu - to na pewno będziemy robić; bo pewnych rzeczy np. paczek mikołajowych nie przeskoczymy bez pieniędzy.

Boimy się jednego - że zaczną się do nas zwracać osoby o pomoc finansową a my będąc na początku działalności i nie dysponując środkami - nie będziemy mogli jej udzielić. Boimy się żeby to nie zraziło ludzi do Fundacji. Będziemy się starać pomagać organizować zbiórki. Przynajmniej na teraz gdy nie dysponujemy własnymi funduszami. Będziemy szukać firm, instytucja, które będą chciały nas wesprzeć reklamując się na stronie fundacji.

Chcemy zbierać fanty od znanych ludzi i wystawiać na licytacje. Mamy kilka zdjęć trenera reprezentacji Polski Bogdana Wenty i jej pierwszego bramkarza Sławomira Szmala z ich autografami, które zamierzamy zlicytować. Każda złotówka przekazana na fundację "pomoże pomóc".


Po co Fundacja w Przemyślu

Powstanie fundacji zostało zainspirowane walką Mateusza z chorobą i moimi doświadczeniami w jej trakcie. Przemyśl wypada tragicznie od strony onkologicznej.

Jestem wdzięczny Tomkowi Dziumakowi i młodzieży z I Liceum Ogólnokształcącego w Przemyślu. Fundacja powstała m.in. dlatego, że gdy zachorował Mateusz, rok temu 19.10.2009 spotkaliśmy się ze strasznie pozytywnym odzewem nie tylko ze strony rodziny ale także młodzieży. Mateusz poszedł do I Liceum, był w I klasie. 19 października to ile on chodził do szkoły? Trochę ponad miesiąc. To nie jest tak, że ktoś chodzi 3 lata i jest zżyty. Taką akcję jak przeprowadzili w I Liceum i to nie, że nauczyciele narzucili - ale młodzież, sami uczniowie wykazali inicjatywę. Nie jest to wykładnikiem ale w pewnym sensie pokazuje, że młodzież jeśli chce, może wiele zdziałać. W tym wypadku było to zebranie 9 tys. złotych na potrzeby syna - to jest dla mnie kwota wręcz horrendalna. Spotkałem się z odzewem ludzi, znajomych proponujących pomoc. Bogaty o te doświadczenia uważam, że gdy się otrzymuje dobro - zabrzmi to jak banał może - ale chce się, przynajmniej Ja chce to oddać.

Fundacja ma pomagać dzieciom i ich rodzicom odnaleźć się w walce z chorobą. Teoretycznie leczenie jest bezpłatne - fundusz refunduje wszystko do 18-tki. Później jest problem. Mimo tej "bezpłatności" leczenie dziecka pochłania znaczne sumy. Wystarczy policzyć - co 21 dni musieliśmy jeździć na 7 dni do Warszawy - jest fundacja, która pomaga organizując noclegi dla rodziców za 18 zł. za dobę - nie są to duże koszty jak na Warszawę, jednak dla niektórych rodziców to i tak spory wydatek. Mateusz gdy brał pierwszą chemię (najgorszą) nie jadł, nie pił; były jednak dzieci, które dobrze znosiły chemie i normalnie jadły, trzeba było więc je dożywiać.

Kolejny problem to, że gdy rodzice pracują muszą brać urlopy, opieki, kombinować zwolnienia lekarskie - jest to błędne koło, bo albo praca i pozbawienie dziecka opieki albo opuszczanie pracy i narażanie się na jej utratę a tym samym finansów na leczenie dziecka. Z Mateuszem leżał chłopiec mający mieć biopsję - czyli badanie wykrywające czy ma nowotwór. Niestety rodzice go przywieźli i pojechali bo mieli 5-ro innych dzieci. To dziecko zostało samo; ani wody, bo nie wstanie mając np. sączek w nodze ani poczucia, że ktoś bliski jest obok i się o nie zatroszczy. Sytuacja taka byłaby traumatyczna dla dorosłego a co dopiero dla wystraszonego, chorego dziecka w obcym miejscu.

Z tego co zaobserwowałem psychika dziecka, podejście do choroby i leczenia dużo daje. "Warszawa" promuje właśnie to założenie, udowadniając, że uśmiech dziecka jest istotną częścią procesu leczenia. Myślę, że optymizm i wiara w wyzdrowienie wpływa korzystnie na sam proces leczenia i "zdrowienia".


Ekipa "jerzyka"

Założyłem Fundację i według statutu pierwszą Radę i zarząd powołuje Fundator czyli Ja. Powiem szczerze starałem się dobrać ludzi, którzy będą chcieli poświęcać temu swój czas biorąc aktywny udział w naszych działaniach. W Fundacji pełnię funkcje Prezesa.

Moją prawą ręką i Wiceprezesem Fundacji jest Tomek Schabowski - przewodniczący Rady Kazanowa działacz, organizator imprez sportowych, społecznik. Jego żona jest rehabilitantką i również wyraziła chęć pomocy w przyszłości. Członkiem zarządu jest również Marysia Siębab.

Mamy też powołaną Radę Fundacji w której są wspaniali ludzie i tak:
- Przewodniczącym Rady Fundacji jest Tomek Dziumak - Dyrektor I Liceum - Ogólnokształcącego w Przemyślu
- Zastępcą - Mariusz Zenowicz - Dyrektor Finansowy Szpitala Wojewódzkiego w Przemyślu, Krzysiu Kuśmierski - z Banku Śląskiego - jest Sekretarzem

Oprócz tego są też:
- Jola Gajewska - Dyr. Powstającego Alior Banku w Przemyślu
- Dr n. med. Andrzej Szpiech - otolaryngolog
- Bartek Marcinek - prawnik, mój kolega z pracy.

Chciałem zabezpieczyć fundację z każdej strony stąd taki skład. Nie ma możliwości u nas znaleźć, powołać nikogo z zakresu onkologii. Brak u nas kadry. Chciałbym żeby był onkolog ale na razie nie mamy nikogo. Podczas najbliższego naszego pobytu w Warszawie poproszę mojego wspaniałego kolegę, Dr n. med. Klaudiusza Czerniawskiego, który pracuje w Centrum Onkologii im. Marii Curie - Skłodowskiej, a który wiele pomógł mi na początku choroby Mateusza, o udział w Radzie naszej Fundacji chociażby dopóki nie znajdziemy kogoś bliżej. Myślę, że nie odmówi w końcu on też pochodzi z Przemyśla, razem żeśmy się wychowywali.

Mam nadzieję, że powoli stanie się tak, że Fundacja będzie znana i zasłuży sobie poprzez swoje działania na zaufanie społeczne. To co nie wymaga operacji finansowych a jedynie naszej dobrej woli będziemy robić już teraz. W prawie jest tak, że gdyby fundacja straciła majątek, a jest to obecnie 1.500 zł przestaje istnieć, dlatego siedziba fundacji mieści się u mnie w domu i wszyscy pracujemy na zasadach wolontariatu.

....................................................................

Fundacja jest już zarejestrowana w KRS; obecnie trwają formalności związane z uzyskaniem numerów REGON, NIP oraz założeniem rachunku w banku.

Trzymajmy kciuki, aby po po spełnieniu wszelkich potrzebnych formalności Fundacja "jerzyk" mogła zacząć działać i powoli "rozwijać skrzydła" w trudnej, acz potrzebnej misji pomocy chorym dzieciom w naszym regionie.

Dziękujemy Panu Cielińskiemu za udostępnienie zdjęć.

Autor:
Joanna Wilgucka

PS. Fragmenty powyższego artykułu wykorzystano na stronie http://fundacjajerzyk.pl oraz w innych publikacjach związanych z działalnością Fundacji "jerzyk".

Przemyśl, 19-11-2010



Wykop Blipnij Napisz na grono
Zobacz także
Ludziom i dla ludzi
Data dodania: 10-08-2017

105 lat temu w maju 1912 roku powołano do życia Pogotowie Ratunkowe w Przemyślu. We wrześniu będziemy obchodzić Jubileusz 105-lecia tej zasłużonej dla społeczeństwa instytucji.

Z Panem Markiem Janowskim od 15 lat ratownikiem medycznym pracującym w Wojewódzkim Szpitalu im. św. Ojca Pio w Przemyślu, członkiem Kolegium Redakcyjnego opracowywanej publikacji o roboczym tytule "105 lat Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu. Historia i współczesność" rozmawia Zdzisław Wójcik.

Z.W.: - Proszę przybliżyć Czytelnikom historię.
...


Trening z Jerzym Dudkiem
Data dodania: 18-09-2017

We wtorek 19 września br. do Przemyśla przyjedzie Jerzy Dudek.

Wizyta słynnego sportowca nie jest przypadkowa. Jerzy Dudek przybywa do naszego miasta aby spotkać się z młodzieżą, która wzięła udział w nowym projekcie Klubów Sportowych Orange polegającym na st...
Natalia Kukulska wystąpi w Przemyślu
Data dodania: 18-09-2017

21 października w przemyskim Centrum Kulturalnym wystąpi Natalia Kukulska!

Koncert będzie częścią trasy promującej 9. studyjny album artystki - płytę "Halo tu Ziemia".

Premiera płyty zaplanowana jest na 29 września br.


Od swojego ?dorosłego" debiutu i płyty ?Światło" artystka przeszła długą muzyczną drogę, rozwija...