Data: 20-06-2018

W świecie, w którym żyje się inaczej

3 czerwca 2018 r. w parafii Łazy-Moszczany pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i św. Wincentego a Paulo, którą tworzą miejscowości - Łazy, Wietlin III i Moszczany, w dekanacie Radymno II gościła siostra Teresa Bełch rodem z Podkarpacia. Słowem i prezentacją wizualną w kościele w Łazach i Moszczanach przybliżyła tematykę misyjną. W odpowiedzi na to parafianie, którzy sami mają jeszcze pewne problemy finansowe po konsekracji kościoła, na miarę swoich możliwości starali się wesprzeć dzieło misyjne, zarówno swoją modlitwą, ofiarowanymi cierpieniami, jak też i ofiarą na tacę. Proboszcz parafii ks. Ryszard Buryło składa wszystkim parafianom serdeczne Bóg zapłać za ofiary duchowe i materialne. Na mocy chrztu św. wszyscy chrześcijanie są wezwani do działalności misyjnej. Każda wspólnota parafialna, chcąc być wspólnotą żywą i dynamiczną, z natury swojej powinna być misyjna. Można zaryzykować twierdzenie, że na tyle jesteśmy Chrystusowi, na ile jesteśmy misyjni.

Z Siostrą Teresą Bełch z Podkarpacia, która od 35 lat jest misjonarką w Afryce, o posłudze misyjnej, budowie szkoły, smaku pierwszej szklanki wody pitnej, planach na przyszłość, rozmawia Zdzisław Wójcik.

Z.W.: - W latach 1978-1982 była Siostra blisko związana z ziemią jarosławską. Proszę o tym opowiedzieć Czytelnikom.
T.B.:
- Po ukończeniu formacji zakonnej posłana byłam poprzez Zgromadzenie do Moszczan, gdzie pracowałam jako pielęgniarka w DPS Moszczany. Ponadto prowadziłam katechizację dla dzieci przedszkolnych w Laszkach, oraz dwie grupy młodzieży Maryjnej: jedną w Laszkach, a drugą w Miękiszu Starym. (W tamtych czasach katechizacja była w salkach parafialnych, ponieważ nie było religii w szkole). Każdego dnia też dochodziłam lub dojeżdżałam do chorych w pobliskich wioskach, aby robić zastrzyki i opatrunki.

Z.W.: - Jak zrodziła się myśl o posłudze misyjnej i jakie należało spełnić warunki, by móc ten zamiar zrealizować?
T.B.:
- Od lat dziecinnych (szkołę podstawową i średnią ukończyłam w Tarnowie) chętnie słuchałam w kościele opowieści misjonarzy, podziwiałam ich odwagę, dowiadywałam się o innych kulturach. Ten inny świat mnie pociągał odmiennością i "egzotyką". Kochałam modlitwę i wszystkie nabożeństwa w Kościele, otwierałam się na potrzeby ubogich i uczyłam się rozpoznawać Chrystusa cierpiącego w ubogich i chorych, także w tych o innym języku i innym kolorze skóry... Po ukończeniu pielęgniarstwa wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Krakowie. Tam też wyraziłam moje pragnienie poświęcenia się pracy misyjnej..... Tak to się zaczęło. Wyjechałam do Paryża 2 lutego 1983 r. do naszego Centrum Misyjnego, gdzie nauczyłam się języka francuskiego. Na uniwersytecie Sorbony zdobyłam Dyplom Medycyny Tropikalnej.

Z.W.: - Pierwsza placówka misyjna w Afryce i zadania przed Siostrą postawione to...
T.B.:
- W październiku 1984 r. dotarłam do mojego kraju misyjnego - Zairu, który potem zmienił nazwę na Republikę Demokratyczną Konga. Samolot wylądował w Kinshasa, ale jeszcze tego samego dnia doleciałam do Mbandaki. ( Linia równikowa przebiega poprzez Mbandaka). W Mbandaka musiałam w szpitalu państwowym odpracować staż, aby uzyskać prawo do pracy w zawodzie w tym kraju. Tam spotkałam się z "realiami" służby medycznej - po prostu duży wstrząs to zetkniecie się z tymi, jakże innymi niż nasze warunkami... Po ukończeniu stażu pierwsze lata pracowałam w Lukolela; praca w naszym szpitalu, wyjazdy do dżungli, aby ważyć, leczyć, szczepić dzieci, opieka nad kobietami ciężarnymi, poza tym spotkania z tymi naszymi "czarnymi braćmi", wspólne modlitwy, spotkania z katechetą.... Poznawanie ich kultury, zwyczajów, wzajemne obdarowywanie...

Z.W.: - Kolejne placówki ...
T.B.:
- Kolejne placówki to: Mbandaka, Bikoro, Impfondo, Itipo., no a teraz od pięciu lat Yumbi.

Z.W.: - Proszę opowiedzieć o życiu i posłudze w Yumbi.
T.B.:
- Nasza wspólnota liczy 5 sióstr. W parafii mamy jednego kapłana - ks. Jan Łukasz, który jest tubylcem. Prawie każdego dnia mamy Mszę św., z wyjątkiem tych dni, gdy ksiądz wyjeżdża do dżungli lub na rekolekcje. Wtedy mamy nabożeństwo słowa (celebracje z liturgią słowa oraz udzieleniem Komunii św.) Nasz Kościół jest młody i bardzo dynamiczny. My wszystkie jesteśmy zaangażowane w różne grupy parafialne dla dorosłych i dla dzieci. Nasz ksiądz jest zaangażowany w katechizację szkoły średniej, ma grupę ministrantów, lektorów, są też 4 chóry w naszym kościele. Mamy 4 wspólnoty ewangelickie, w których każdego tygodnia rozważa się w czwartek Pismo św., a raz w miesiącu mają u siebie Msze św. My siostry prowadzimy katechizację w szkole podstawowej oraz grupy parafialne; Kizito-Anuarite, (dzieci 5-12lat), Młodzież Maryjna, Młodzież Światła, a dla dorosłych Legion Maryjny, Grupę Caritas oraz AIC (służącą ubogim). Mamy "Tancerki religijne" uświetniające liturgie. Nasz ryt liturgii zatwierdził Ojciec św. Jan Paweł II, a nasza Msza św. niedzielna trwa od 4 do 6 godzin. Tak jak wspomniałam we wspólnocie jest nas w Yumbi 5 sióstr; dwie pracują w szkole, a trzy w szpitalu. Ludność ma wspólny język "lingala". Oprócz tego każde plemię ma swój dialekt. Ja umiem bardzo dobrze po lingala. Nasza wioska liczy 35000 mieszkańców, jest bardzo gęsto zaludniona. Ludność zajmuje się łowieniem ryb w rzece Kongo oraz pracą w polu. Z Kinshasa do naszej wioski płynie się 4 dni statkiem rzecznym, lub łódeczką wydrążoną w jednym pniu drzewa zwaną "piroga". Po drodze mijamy domki naszych ludzi, są one budowane na palikach (zwane "pilotti"). Układa się podłogę i na tym szałas z liści palmowych "ndele". Rzeka obok naszej miejscowości jest dużym rozlewiskiem, ma szerokość 54 kilometry i jest pokryta licznymi wyspami. Ludzie mieszkają na tych wyspach podczas 8 miesięcy, gdy wody naszej rzeki opadają. Gdy ich wysepki zalewa woda wracają do naszej wioski na 4 miesiące. Ułowione ryby spożywają gotowane lub smażone na oleju wyrabianym na miejscu z nasion palmy oleistej. Mogą też wędzić ryby, suszyć lub robić "makajabo" - ryby solone. Sprzedają je też dla przepływających statków. Kobiety zajmują się wychowaniem dzieci i pracą w polu: uprawiają maniok, kukurydzę, orzeszki ziemne, pataty, banany... Nie ma ani traktora ani konia, wszystko uprawiają motyką, a przynoszą do wioski w koszach wyplatanych z lian. Jedzą raz dziennie. W okresie, gdy wody jest bardzo dużo i wszyscy powrócili do wioski na stałym lądzie, jest brak białka w pokarmie, na który szczególnie cierpią dzieci. Oprócz ryb źródłem białka w pokarmie są gąsienice, szarańcza, pasikoniki, zwierzęta polne i leśne.

Z.W.: - Co zdecydowało o budowie szkoły i jak przebiegała realizacja tego przedsięwzięcia?
T.B.:
- W naszej szkole podstawowej mamy 850 dzieci. Gdy przyjechałam do Yumbi w każdej klasie było od 100 do 110 dzieci! Mieliśmy do pomocy kilku nauczycieli świeckich tubylców. Udało się nam polepszyć ich warunki nauczania. Na początku dobudowałyśmy dwie klasy, a potem dostałyśmy pomoc z Niemiec, dzięki której wybudowaliśmy duży, piękny budynek z 6 klasami i biurem dla dyrektora. Budować coś trwałego w Yumbi to niełatwe zadanie. Nie ma żadnej ciężarówki ani też samochodu w naszej wiosce. Potrzeba było kamieni na fundamenty, żwir, piasek i wodę. Rodzice dzieci transportowali łodziami kamienie, piasek na brzeg rzeki, a uczniowie pod opieką nauczycieli donosili wszystko co było potrzebne na teren budowy. Nauczyciele dobierali ilość piasku lub wielkość kamieni według możliwości dzieci, aby nie miały uszczerbku na zdrowiu. Po doniesieniu wszystkiego,co było potrzebne na budowę, rozpoczęły się zajęcia szkolne. Oczywiście ekipa budowniczych oraz pan inżynier przyjechali z Kinshasa. Praca trwała 4 i pół miesiąca, a po jej ukończeniu bardzo duże święto w wiosce. Była piękna Msza św., było poświęcenie budynku szkolnego, no i jak to bywa wspólne tańce. Nie brakło też cukierków i innych łakoci dla naszych dzieci. Są one dumne z ich pięknej szkoły. Teraz jest ich po 60 w każdej klasie. Dostaliśmy też dla naszej szkoły 5 komputerów i drukarkę. Oczywiście nie ma prądu, ale razem z komputerami dostałyśmy kolektory słoneczne i akumulatory, więc mamy prąd dla naszych komputerów. Dzieci uczą się je uruchomić, pisać, poprawiać, drukować, poznają funkcje i części komputera. Nie mamy Internetu, ale gdy pojadą w "szeroki świat", to szybko nadrobią, bo mają podstawy.

Z.W.: - Co przesądziło o podjęciu decyzji dotyczącej budowy studni głębinowej?
T.B.:
- Nasza wioska jest położona na brzegu rzeki i w tej właśnie rzece piorą, kąpią się, myją naczynia i garnki.....i z tej rzeki piją wodę. Każdego roku mamy w wiosce epidemię cholery oraz jest wiele przypadków salmonellozy, wiele robaczyc... Brakuje nam wody pitnej. Wiele razy próbowaliśmy wykopać studnię, ale woda jest zbyt głęboko i brakuje powietrza, aby kontynuować prace po dojściu do 15 m głębokości. Są studnie kopane, ale w odległości 4 km. I to też jest woda bezbarwna, bezwonna, ale ma wiele nieczystości bakteryjnych. Tamtego roku dostałyśmy z Polski pieniądze na wybudowanie studni głębinowej. Oczywiście inżynier oraz grupa fachowców wraz ze sprzętem przyjechali do nas pod koniec maja, no i nawiercenie ręczne trwało 10 dni. Studnia ma głębokość 25 m. Pierwsza szklanka wody czystej, pięknej jak źródlana! Co za smak!

Z.W.: - Wiem, że dzielicie się tym skarbem - wodą pitną...
T.B.:
- Oczywiście, nie możemy jej zatrzymać tylko dla nas. Ciąg dalszy, budowa małej wieży ciśnień i poprowadzenie wody do szkoły i do ośrodka zdrowia... To jest coś! Jednak jeszcze dla naszej ludności przydałoby się 10 takich studzien głębinowych...

Z.W.: - Podczas świadectwa o swojej posłudze mówiła Siostra o tragicznych warunkach leczenia mieszkańców...
T.B.:
- Nasze siostry też pracują w ośrodku zdrowia. Mają do pomocy kilku pielęgniarzy, kilka położnych i inny personel. W naszym ośrodku przyjmujemy każdego dnia około 100 nowych pacjentów, szczepimy dzieci, ważymy, sprawdzamy stan zdrowia dzieci i kobiet ciężarnych, odbieramy porody (około 120 porodów każdego miesiąca), wykonujemy wszystkie podstawowe badania laboratoryjne; krwi, moczu, kału, plwociny, wymazów, USG... Mamy własną aptekę, a lekarstwa kupujemy w Kinshasa i przywozimy statkami rzecznymi. Mamy bardzo dużo pacjentów i kobiet po porodach. Brakuje nam miejsc, aby ułożyć naszych chorych godnie. Musimy często kłaść po dwie osoby na łóżku (chore dziecko i osobę dorosłą) lub też pościelić na posadzce w sali zabiegowej..., aby wykonać kroplówki, lub przetoczenie krwi. Ufam, że tego roku jeszcze stanie nowy budynek w naszym ośrodku zdrowia dzięki ofiarności chrześcijan z Polski, których odwiedziłam w czasie mojego urlopu.

Z.W.: - Należy ufać, że z pomocą Bożą i dobrych ludzi uda się to zrealizować. Wspomniała Siostra również o sierotkach...
T.B.:
- Mamy dużą radość z uratowanych sierotek. Dawniej, gdy matka umierała przy porodzie, to pozostawiano też dziecko, uważając, że to ono było przyczyną śmierci matki. W najlepszym wypadku podawano mu wodę do picia. Teraz, gdy jakaś matka umrze przy porodzie w dżungli lub w wiosce, to przynoszą do nas maleństwo. Pozostaje u nas cały rok do odkarmienia otoczone opieką jednego członka rodziny (najczęściej babcia). Oczywiście my się zajmujemy żywnością i tym, aby dziecku nic nie brakowało. Ogromna jest nasza radość, gdy widzimy te dzieci jak rosną. Po roku pobytu u nas, po urządzonym święcie, na roczek wracają do swoich wiosek, a tylko raz w miesiącu przyjeżdżają po mleko, cukier... Otaczamy też opieką razem z paniami AIC ubogich i starców. Jesteśmy przekonani, że w tych osobach potrzebujących jest nasz Pan Jezus, który powiedział: "byłem głodny, byłem chory,....spragniony....".

Z.W.: - Czego Siostrze życzyć?
T.B.:
- Siły do spełnienia woli Bożej na każdy dzień, no i "pomyślnych wiatrów".
Z.W.: - Dziękuję za rozmowę.

Ostatnie dwie fotografie Zdzisław Wójcik, pozostałe zdjęcia, za zgodą Siostry, wykonałem podczas prezentacji misyjnej Siostry w kościele w Łazach


NAJNOWSZE
ZUS zaprasza...
Zakład Ubezpieczeń Społecznych ogłasza nabór...
Ponad 6 kg koralowca...
Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej, w...
Sukces Koralika we...
Z czterema nagrodami powrócił Zespół Taneczny...
Wybierz się na 2....
Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej już po raz drugi...
Kino Letnie na Rynku...
Już od 14 lipca, co sobotę (przez całe lato!) czekamy...


NAJPOPULARNIEJSZE
*Dzień Strażaka* w...
Piątek 5 maja 2017 był szczególnym dniem dla...
Bryg. Daniel Dryniak...
28 kwietnia, tuż po godzinie 13. w Sali Obrad Urzędu...
Spotkanie w PWSW
24 kwietnia 2017 r., na zaproszenie samorządu...
Dar serca
Podzielili się wiedzą, doświadczeniem i...
Noc Muzeów 2017 w...
Serdecznie zapraszamy na Noc Muzeów, która odbędzie...
arrow_upward