Na tę chwilę czekał świat
Tak bardzo szukamy dzisiaj ludzi z pięknym sercem, tak bardzo chcielibyśmy, żeby świat był lepszy, bardziej sprawiedliwy, bezpieczny, przyjazny. Te właśnie wartości rozsiewał po całym świecie nasz Ojciec Święty Jan Paweł II.
2 marca 2014 r. w sali teatralnej Rejonowego Centrum Formacji i Przeciwdziałania Uzależnieniom w Radymnie towarzyszyliśmy bł. Janowi Pawłowi w jego młodości, dojrzewaniu, wyborze na papieża i odejściu do Domu Ojca. Inscenizację, przybliżającą nam postać błogosławionego JP II, bardzo wiarygodnie odegrała młodzież z oazy i Parafialnej Świetlicy. Całość spektaklu teatralno-muzycznego składała się z wydarzeń, które prowadziły go do świętości. Można śmiało stwierdzić, że Karol Wojtyła potrafił być świętym w każdej chwili swojego życia. Sprawdźmy więc, jak to wszystko się zaczęło...
W role Emilii i Karola Wojtyłów, mieszkających w Wadowicach, w pobliżu kościoła pw. Ofiarowania Najświętszej Marii Panny wcielili się uczniowie - Sylwia Biały i Przemysław Puzio z Radymna. Rodzice Karola byli ludźmi bardzo religijnymi. Ich dom wypełniony był książkami, świętymi obrazkami i rodzinnymi fotografiami. W takim właśnie otoczeniu przyszedł na świat 18 maja 1920 r. Karol Józef Wojtyła - przyszły papież, w którego postać wcielił się Kacper Bis, a w miarę upływu spektaklu także Sylwek Zawada. "Otrzymaliśmy od Boga ogromny dar, ale jak damy mu na imię?" - pytał tata Karola. "Ależ mój kochany, to oczywiste, pierwsze imię otrzyma po tobie, czyli Karol, a drugie - Józef na cześć Józefa z Nazaretu" - odpowiedziała mama. Po chwili dodała: "Jestem pewna, że nasz synek zostanie wielkim człowiekiem. Całym sercem i duszą polecam go Bogu oraz opiece św. Karola Boromeusza".
Karol już w dzieciństwie wyróżniał się spośród rówieśników bystrością umysłu, pracowitością oraz gorliwą modlitwą, dzięki której od najmłodszych lat ubogacał swoją duchowość. Głęboka więź z Bogiem pozwoliła mu zmierzyć się z wieloma trudnymi sytuacjami, którymi usłana była jego młodość. Mimo tych doświadczeń nie utracił dziecięcej ufności i radości, co wyrażało się w jego kontaktach z ludźmi oraz całym światem.
Mały Karol Wojtyła mieszkał z mamą, tatą i bratem Edkiem ? który był starszy i mówił, że kiedyś będzie leczył ludzi. Miał też siostrę, która zmarła. Przez kolegów, z którymi spędzał swój wolny czas, nazywany był Lolkiem. Jego sposób bycia sprawiał, że już od najmłodszych lat otaczało go grono życzliwych przyjaciół.
Kolejna scena, którą oglądaliśmy ukazała nam wyjątkową atmosferę, jaka panowała w domu Karola. Mimo, iż jego rodzina żyła skromnie, dom przepełniony był życzliwością, otwartością i wrażliwością na potrzeby drugiego człowieka. Wyjątkowość wzajemnych relacji panujących w rodzinie Wojtyłów, służyła pogłębianiu relacji z Bogiem. Karol i Emilia, stanowili dla synów najważniejsze wzorce, na których kształtowali swoje charaktery. Młodszy z nich ? Karol od mamy nauczył się jak kochać Boga i odnajdywać go w drugim człowieku. Ojciec natomiast był dla niego przykładem porządku, sumienności i dyscypliny. Kiedyś, czekając na powrót taty, Karol zapytał mamę: co to znaczy być świętym? "Widzisz synku, być świętym, to żyć tak, żeby Boże światło poprzez moje słowa i czyny było widoczne dla innych. To żyć ze świadomością, że staniesz kiedyś przed Bogiem. To czynić dobro, aby moje ręce nie były wtedy puste, aby rozpoznać i wypełnić swoje powołanie... Być świętym ? to znaczy: modlić się i pracować rzetelnie. Pomagać bliźnim, szczególnie ubogim i chorym. Rozmawiać z każdym, językiem miłości, nie robić przykrości, nie wyciskać łez".
Innym razem, gdy tata opowiadał Karolkowi o pewnej sytuacji z boiska, gdy koledzy dokuczali jednemu z nich, zamiast mu pomóc, on zapytał: tatusiu, a skąd wiedziałeś, co trzeba zrobić? Tata wziął go za rękę, podprowadził przed obraz Matki Bożej Częstochowskiej i wytłumaczył: "Często widujesz mnie przed tym obrazem. Modlę się tutaj ponieważ wierzę że Ona kieruje wszystkim, co jej powierzę. Zapamiętaj synku jedno ważne zdanie: "Kto wolę Boga wypełnić chciałby, niechaj w Maryi wstępuje ślady". Po rozmowie z ojcem, Karol zrozumiał, że jedynym i najdoskonalszym wzorcem będzie dla niego Matka Boża. Już jako mały chłopiec postanowił oddać w opiekę Maryi całe swoje życie. To zawierzenie było widoczne w kolejnych etapach życia. Sprawując posługę biskupią, przyjął, zgodnie z obyczajem, hasło przewodnie. Brzmiało ono Totus Tuus - (Cały Twój). Kierował je właśnie do Matki Chrystusa, rozumiejąc to, jako dobrowolne i ufne oddanie się w opiekę Matce Bożej.
W 1929 r. Rodzinę Wojtyłów dotknęło ogromne nieszczęście. W wieku 45 lat zmarła ukochana mamusia 9-letniego wówczas Karola. Odeszła do Pana nie doczekawszy I-szej Komunii św. syna.
Przyszły papież był bardzo zdolnym i religijnym chłopcem. 14 maja 1938 r. zdał maturę na samych piątkach. W każdy pierwszy piątek miesiąca spowiadał się i przystępował do Komunii św. Modlił się przed i po każdym posiłku, w trakcie zadań domowych oraz przed udaniem się na spoczynek. Interesował się także teatrem. Uczestniczył w przedstawieniach, które sprawiały mu ogromną radość. Po maturze w 1938 r. zaczął studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię polską. Gdy wybuchła wojna w 1939 r. uniwersytet został zamknięty i Karol Wojtyła kontynuował studia na tajnych kompletach. Wkrótce podjął pracę jako robotnik fizyczny w kamieniołomach, a potem w fabryce chemicznej.
W roku 1941 umarł na atak serca jego ojciec. Jednak przyszły papież nie stracił wiary i modlił się jeszcze żarliwiej. Papież Jan Paweł II tak napisał o swoim ojcu: ,,Moje dzieciństwo łączy się przede wszystkim z postacią ojca, którego życie duchowe po stracie żony i syna się pogłębiło. Patrzyłem jak umiał od siebie wymagać, jak klękał często do modlitwy. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, nie musiał już wymagać tego od syna. Patrząc na niego nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do wypełniania własnych obowiązków??... . "Mojego Ojca uważam za niezwykłego człowieka"... .
1 listopada 1946 r. młody Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie. Patrzyliśmy wszyscy, jak w rolę biskupa wcielił się ks. Bartłomiej, miejscowy wikary. Po pewnym czasie, ks. Karol Wojtyła udał się na dalsze studia do Rzymu. Tam w 1948 r. otrzymał tytuł doktora. Po powrocie do kraju został wikarym we wsi Niegowić pod Krakowem. Wkrótce został przeniesiony do Krakowa, gdzie prowadził duszpasterstwo wśród młodzieży. Od 1956 r. był wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. 28 września 1958 r. został wyświęcony na biskupa, a w wieku 47 lat został kardynałem.
16 października 1978 r. godz. 18:18 na Placu św. Piotra w Rzymie zgromadzony tłum niecierpliwie oczekiwał nowego papieża. Wtem niebo pokryły obłoki białego dymu - to znak, że mamy nowego papieża. Nieoczekiwanie został nim Polak - Karol Wojtyła, który przybrał imię Jana Pawła II. Kolejna scena, przybliżona nam przez film, przedstawiła zamach na Ojca Świętego. 13 maja 1981 r. Jan Paweł II znajdował się na Placu Św. Piotra wśród 20-tysięcznego tłumu pielgrzymów. Nagle rozległy się strzały. Kule zamachowca zraniły niemal śmiertelnie Papieża. Tylko dzięki opatrzności Najświętszej Marii Panny - jak sam wielokrotnie powtarzał, udało mu się przeżyć i wrócić do zdrowia. Przez to trudne wydarzenie, Jan Paweł II mimo cierpienia i problemów ze zdrowiem, nigdy się nie poddawał. Bardzo dużo podróżował. Zyskał nawet miano Papieża Pielgrzyma. Był bez wątpienia człowiekiem, który w naszych czasach spotkał się z największą liczbą ludzi na całym świecie. Wszyscy znali Jana Pawła II. Jego twarz, spontaniczny uśmiech, sposób mówienia, a nawet poruszania się.
Nauczanie Papieża przepełnione było miłością i radością. Zawsze powtarzał, że Bóg jest miłosierny i że kocha wszystkich ludzi. Kierował do nas niezwykłe wskazówki. Mówił m.in.: "Zwyciężajcie nienawiść - miłością, nieprawdę - prawdą, przemoc - cierpieniem".
2 kwietnia 2005 r., po 27 latach pontyfikatu SERCE PAPIEŻA Jana Pawła II zatrzymało się na zawsze. Ludzie wszystkich ras i religii modlitwą oraz łzami żegnali Jana Pawła II. W trwodze i żalu zastygła też cała Polska. Odszedł Ojciec, który przerósł wszelkie autorytety i stał się fundamentem naszej zbiorowej tożsamości narodowej.
Wpatrzeni w okno Ojca Świętego z Watykanu, tak dobrze nam znane, a wyświetlone na dużym ekranie, ujrzeliśmy naszą wspaniałą młodzież idącą ze świecami w kierunku sceny. Po chwili usłyszeliśmy kilka świadectw. Oto jedno z nich: "Przez 30 lat swego życia byłam zagorzałą ateistką. Ignorowałam Boga, Kościół i Ciebie Ojcze Święty. Dopiero dziś, na wieść o Twojej śmierci ku własnemu zaskoczeniu, płaczę. I po raz pierwszy w życiu nie mam wątpliwości: Bóg istnieje!".
Po obejrzeniu filmu z przesłaniem JP II usłyszeliśmy, w wykonaniu wszystkich aktorów piosenkę "Santo". Wielu z nas, a sam jestem z pokolenia JP II, bardzo przeżyło ten piękny spektakl.
Przemek Puzio, który na czas przedstawienia był Karolem Wojtyłą, dzieląc się refleksją, mówi: "Grając rolę ojca Karola, musiałem mieć na uwadze to, kim on był dla przyszłego Papieża - był chyba największym autorytetem, na którym JP II wzorował całe swoje życie. Ta rola nie należała do najprostszych. Trzeba było wczuć się w postać troskliwego i czułego ojca, który jednocześnie był stanowczym i zdyscyplinowanym mężczyzną. Mało jest takich ludzi. Myślę, że jest to wzór ojcostwa, którym powinni się kierować wszyscy rodzice - matki również". Z kolei Sylwia Biały wyznaje: "Bardzo się cieszę, że mogłam odegrać rolę matki Karola Wojtyły, bo to naprawdę duże wyróżnienie. Co czułam? Na pewno obawy, że pomylę tekst, że zapomnę roli, ale to było najmniej ważne. Przede wszystkim chciałam dobrze wcielić się w tę postać. Odegrać rolę tak, aby obraz dnia codziennego rodziny przyszłego Papieża stał się realny. Myślę, że to się udało. Na pewno dzięki dobrym aktorom oraz charakteryzacji, która także była bardzo ważna. Jestem naprawdę dumna (bo inaczej nie da się tego określić ), że miałam możliwość odegrania roli osoby tak bliskiej Korolowi Wojtyle".
Narrator Damian Koralewicz mówi: "Udział w przedstawieniu był dla mnie bardzo cennym przeżyciem. Sceny z życia JP II skłaniały do refleksji i zadumy. Najsilniej zapadła mi w pamięć nauka: "Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali". Warto realizować to przesłanie w całym swoim życiu".
Dziekan dekanatu Radymno I, proboszcz parafii pw. św. Wawrzyńca w Radymnie ks. prałat Czesław Jaworski powiedział m.in.: "Przeżywaliśmy niezwykłą ucztę duchową, zapoznaliśmy się jeszcze bardziej z życiem i z tym, co głosił JP II".
Przedstawienie obejrzało wielu znamienitych gości, m.in. ks. bp Stanisław Jamrozek z Przemyśla, ks. prałat Kazimierz Golenia emerytowany proboszcz z Radymna, Burmistrz Miasta Radymna Wiesław Pirożek z małżonką, radni Powiatu Jarosławskiego, radni Miasta Radymna, dyrektorzy i nauczyciele wszystkich szkół z Radymna, siostry ze Zgromadzenia SS NMP NP z naszego miasta, księża wikariusze, kleryk Jakub z Radymna studiujący w WSD w Przemyślu, pan Tomasz Kurowski kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy w Radymnie z małżonką, mieszkańcy Radymna, wychowawcy i wolontariusze Parafialnej Świetlicy, osoby prowadzące oazę, dzieci i młodzież, która, należy ufać, za rok czy dwa włączy się w pracę świetlicy i oazy.
Po występie ks. bp Jamrozek wyraził słowa ogromnej wdzięczności zdolnym młodym artystom oraz osobom, które ich przygotowywały, za to, że przybliżyli nam postać bł. JP II, już niedługo świętego. Zdradził nam także receptę na świętość - ciągle przebywać w Bożej obecności. "Doświadczając bliskości Pana, zapragniemy być takimi, jakim On jest" - stwierdził. Życzył nam, abyśmy byli zaczynem dobra i miłości dla każdego człowieka.
Kierownik Parafialnej Świetlicy w Radymnie podziękowała ks. proboszczowi za wszelką pomoc i modlitwę, za przygotowanie tej wersji scenariusza i reżyserię Marcie Gliniak, za scenografię i opiekę nad dziećmi Ewie Leszczyńskiej, za dekoracje i pomoc w organizacji Elżbiecie Tancer, Monice Przytule, Anecie Mielnickiej, Wojciechowi Wilmanowi, za oprawę techniczno-wizualną ks. Krzysztofowi i ks. Bartłomiejowi, wszystkim aktorom za to, że zechcieli się włączyć. Szczególne słowa wdzięczności skierowała pod adresem nauczycieli - Magdaleny Biesiadeckiej, Małgorzaty Czyż i Zofii Hawro oraz uczniów Technikum Żywienia i Usług w Zespole Szkół Ogólnokształcących, Zawodowych i Rolniczych w Radymnie za osłodzenie uroczystości kremówkami papieskimi, które przygotowali bezinteresownie. Warto dodać, że wszystkie składniki na upieczenie kremówek ofiarował nam pan Andrzej Hołdowicz - właściciel sklepu "ANMAR" w Radymnie.
Na zakończenie można zapytać - dlaczego JP II wartości wymienione na wstępie rozsiewał po całym świecie? Ponieważ nade wszystko ukochał Boga i ludzi.
Opracował i zdjęcia wykonał Zdzisław Wójcik
2 marca 2014 r. w sali teatralnej Rejonowego Centrum Formacji i Przeciwdziałania Uzależnieniom w Radymnie towarzyszyliśmy bł. Janowi Pawłowi w jego młodości, dojrzewaniu, wyborze na papieża i odejściu do Domu Ojca. Inscenizację, przybliżającą nam postać błogosławionego JP II, bardzo wiarygodnie odegrała młodzież z oazy i Parafialnej Świetlicy. Całość spektaklu teatralno-muzycznego składała się z wydarzeń, które prowadziły go do świętości. Można śmiało stwierdzić, że Karol Wojtyła potrafił być świętym w każdej chwili swojego życia. Sprawdźmy więc, jak to wszystko się zaczęło...
W role Emilii i Karola Wojtyłów, mieszkających w Wadowicach, w pobliżu kościoła pw. Ofiarowania Najświętszej Marii Panny wcielili się uczniowie - Sylwia Biały i Przemysław Puzio z Radymna. Rodzice Karola byli ludźmi bardzo religijnymi. Ich dom wypełniony był książkami, świętymi obrazkami i rodzinnymi fotografiami. W takim właśnie otoczeniu przyszedł na świat 18 maja 1920 r. Karol Józef Wojtyła - przyszły papież, w którego postać wcielił się Kacper Bis, a w miarę upływu spektaklu także Sylwek Zawada. "Otrzymaliśmy od Boga ogromny dar, ale jak damy mu na imię?" - pytał tata Karola. "Ależ mój kochany, to oczywiste, pierwsze imię otrzyma po tobie, czyli Karol, a drugie - Józef na cześć Józefa z Nazaretu" - odpowiedziała mama. Po chwili dodała: "Jestem pewna, że nasz synek zostanie wielkim człowiekiem. Całym sercem i duszą polecam go Bogu oraz opiece św. Karola Boromeusza".
Karol już w dzieciństwie wyróżniał się spośród rówieśników bystrością umysłu, pracowitością oraz gorliwą modlitwą, dzięki której od najmłodszych lat ubogacał swoją duchowość. Głęboka więź z Bogiem pozwoliła mu zmierzyć się z wieloma trudnymi sytuacjami, którymi usłana była jego młodość. Mimo tych doświadczeń nie utracił dziecięcej ufności i radości, co wyrażało się w jego kontaktach z ludźmi oraz całym światem.
Mały Karol Wojtyła mieszkał z mamą, tatą i bratem Edkiem ? który był starszy i mówił, że kiedyś będzie leczył ludzi. Miał też siostrę, która zmarła. Przez kolegów, z którymi spędzał swój wolny czas, nazywany był Lolkiem. Jego sposób bycia sprawiał, że już od najmłodszych lat otaczało go grono życzliwych przyjaciół.
Kolejna scena, którą oglądaliśmy ukazała nam wyjątkową atmosferę, jaka panowała w domu Karola. Mimo, iż jego rodzina żyła skromnie, dom przepełniony był życzliwością, otwartością i wrażliwością na potrzeby drugiego człowieka. Wyjątkowość wzajemnych relacji panujących w rodzinie Wojtyłów, służyła pogłębianiu relacji z Bogiem. Karol i Emilia, stanowili dla synów najważniejsze wzorce, na których kształtowali swoje charaktery. Młodszy z nich ? Karol od mamy nauczył się jak kochać Boga i odnajdywać go w drugim człowieku. Ojciec natomiast był dla niego przykładem porządku, sumienności i dyscypliny. Kiedyś, czekając na powrót taty, Karol zapytał mamę: co to znaczy być świętym? "Widzisz synku, być świętym, to żyć tak, żeby Boże światło poprzez moje słowa i czyny było widoczne dla innych. To żyć ze świadomością, że staniesz kiedyś przed Bogiem. To czynić dobro, aby moje ręce nie były wtedy puste, aby rozpoznać i wypełnić swoje powołanie... Być świętym ? to znaczy: modlić się i pracować rzetelnie. Pomagać bliźnim, szczególnie ubogim i chorym. Rozmawiać z każdym, językiem miłości, nie robić przykrości, nie wyciskać łez".
Innym razem, gdy tata opowiadał Karolkowi o pewnej sytuacji z boiska, gdy koledzy dokuczali jednemu z nich, zamiast mu pomóc, on zapytał: tatusiu, a skąd wiedziałeś, co trzeba zrobić? Tata wziął go za rękę, podprowadził przed obraz Matki Bożej Częstochowskiej i wytłumaczył: "Często widujesz mnie przed tym obrazem. Modlę się tutaj ponieważ wierzę że Ona kieruje wszystkim, co jej powierzę. Zapamiętaj synku jedno ważne zdanie: "Kto wolę Boga wypełnić chciałby, niechaj w Maryi wstępuje ślady". Po rozmowie z ojcem, Karol zrozumiał, że jedynym i najdoskonalszym wzorcem będzie dla niego Matka Boża. Już jako mały chłopiec postanowił oddać w opiekę Maryi całe swoje życie. To zawierzenie było widoczne w kolejnych etapach życia. Sprawując posługę biskupią, przyjął, zgodnie z obyczajem, hasło przewodnie. Brzmiało ono Totus Tuus - (Cały Twój). Kierował je właśnie do Matki Chrystusa, rozumiejąc to, jako dobrowolne i ufne oddanie się w opiekę Matce Bożej.
W 1929 r. Rodzinę Wojtyłów dotknęło ogromne nieszczęście. W wieku 45 lat zmarła ukochana mamusia 9-letniego wówczas Karola. Odeszła do Pana nie doczekawszy I-szej Komunii św. syna.
Przyszły papież był bardzo zdolnym i religijnym chłopcem. 14 maja 1938 r. zdał maturę na samych piątkach. W każdy pierwszy piątek miesiąca spowiadał się i przystępował do Komunii św. Modlił się przed i po każdym posiłku, w trakcie zadań domowych oraz przed udaniem się na spoczynek. Interesował się także teatrem. Uczestniczył w przedstawieniach, które sprawiały mu ogromną radość. Po maturze w 1938 r. zaczął studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię polską. Gdy wybuchła wojna w 1939 r. uniwersytet został zamknięty i Karol Wojtyła kontynuował studia na tajnych kompletach. Wkrótce podjął pracę jako robotnik fizyczny w kamieniołomach, a potem w fabryce chemicznej.
W roku 1941 umarł na atak serca jego ojciec. Jednak przyszły papież nie stracił wiary i modlił się jeszcze żarliwiej. Papież Jan Paweł II tak napisał o swoim ojcu: ,,Moje dzieciństwo łączy się przede wszystkim z postacią ojca, którego życie duchowe po stracie żony i syna się pogłębiło. Patrzyłem jak umiał od siebie wymagać, jak klękał często do modlitwy. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, nie musiał już wymagać tego od syna. Patrząc na niego nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do wypełniania własnych obowiązków??... . "Mojego Ojca uważam za niezwykłego człowieka"... .
1 listopada 1946 r. młody Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie. Patrzyliśmy wszyscy, jak w rolę biskupa wcielił się ks. Bartłomiej, miejscowy wikary. Po pewnym czasie, ks. Karol Wojtyła udał się na dalsze studia do Rzymu. Tam w 1948 r. otrzymał tytuł doktora. Po powrocie do kraju został wikarym we wsi Niegowić pod Krakowem. Wkrótce został przeniesiony do Krakowa, gdzie prowadził duszpasterstwo wśród młodzieży. Od 1956 r. był wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. 28 września 1958 r. został wyświęcony na biskupa, a w wieku 47 lat został kardynałem.
16 października 1978 r. godz. 18:18 na Placu św. Piotra w Rzymie zgromadzony tłum niecierpliwie oczekiwał nowego papieża. Wtem niebo pokryły obłoki białego dymu - to znak, że mamy nowego papieża. Nieoczekiwanie został nim Polak - Karol Wojtyła, który przybrał imię Jana Pawła II. Kolejna scena, przybliżona nam przez film, przedstawiła zamach na Ojca Świętego. 13 maja 1981 r. Jan Paweł II znajdował się na Placu Św. Piotra wśród 20-tysięcznego tłumu pielgrzymów. Nagle rozległy się strzały. Kule zamachowca zraniły niemal śmiertelnie Papieża. Tylko dzięki opatrzności Najświętszej Marii Panny - jak sam wielokrotnie powtarzał, udało mu się przeżyć i wrócić do zdrowia. Przez to trudne wydarzenie, Jan Paweł II mimo cierpienia i problemów ze zdrowiem, nigdy się nie poddawał. Bardzo dużo podróżował. Zyskał nawet miano Papieża Pielgrzyma. Był bez wątpienia człowiekiem, który w naszych czasach spotkał się z największą liczbą ludzi na całym świecie. Wszyscy znali Jana Pawła II. Jego twarz, spontaniczny uśmiech, sposób mówienia, a nawet poruszania się.
Nauczanie Papieża przepełnione było miłością i radością. Zawsze powtarzał, że Bóg jest miłosierny i że kocha wszystkich ludzi. Kierował do nas niezwykłe wskazówki. Mówił m.in.: "Zwyciężajcie nienawiść - miłością, nieprawdę - prawdą, przemoc - cierpieniem".
2 kwietnia 2005 r., po 27 latach pontyfikatu SERCE PAPIEŻA Jana Pawła II zatrzymało się na zawsze. Ludzie wszystkich ras i religii modlitwą oraz łzami żegnali Jana Pawła II. W trwodze i żalu zastygła też cała Polska. Odszedł Ojciec, który przerósł wszelkie autorytety i stał się fundamentem naszej zbiorowej tożsamości narodowej.
Wpatrzeni w okno Ojca Świętego z Watykanu, tak dobrze nam znane, a wyświetlone na dużym ekranie, ujrzeliśmy naszą wspaniałą młodzież idącą ze świecami w kierunku sceny. Po chwili usłyszeliśmy kilka świadectw. Oto jedno z nich: "Przez 30 lat swego życia byłam zagorzałą ateistką. Ignorowałam Boga, Kościół i Ciebie Ojcze Święty. Dopiero dziś, na wieść o Twojej śmierci ku własnemu zaskoczeniu, płaczę. I po raz pierwszy w życiu nie mam wątpliwości: Bóg istnieje!".
Po obejrzeniu filmu z przesłaniem JP II usłyszeliśmy, w wykonaniu wszystkich aktorów piosenkę "Santo". Wielu z nas, a sam jestem z pokolenia JP II, bardzo przeżyło ten piękny spektakl.
Przemek Puzio, który na czas przedstawienia był Karolem Wojtyłą, dzieląc się refleksją, mówi: "Grając rolę ojca Karola, musiałem mieć na uwadze to, kim on był dla przyszłego Papieża - był chyba największym autorytetem, na którym JP II wzorował całe swoje życie. Ta rola nie należała do najprostszych. Trzeba było wczuć się w postać troskliwego i czułego ojca, który jednocześnie był stanowczym i zdyscyplinowanym mężczyzną. Mało jest takich ludzi. Myślę, że jest to wzór ojcostwa, którym powinni się kierować wszyscy rodzice - matki również". Z kolei Sylwia Biały wyznaje: "Bardzo się cieszę, że mogłam odegrać rolę matki Karola Wojtyły, bo to naprawdę duże wyróżnienie. Co czułam? Na pewno obawy, że pomylę tekst, że zapomnę roli, ale to było najmniej ważne. Przede wszystkim chciałam dobrze wcielić się w tę postać. Odegrać rolę tak, aby obraz dnia codziennego rodziny przyszłego Papieża stał się realny. Myślę, że to się udało. Na pewno dzięki dobrym aktorom oraz charakteryzacji, która także była bardzo ważna. Jestem naprawdę dumna (bo inaczej nie da się tego określić ), że miałam możliwość odegrania roli osoby tak bliskiej Korolowi Wojtyle".
Narrator Damian Koralewicz mówi: "Udział w przedstawieniu był dla mnie bardzo cennym przeżyciem. Sceny z życia JP II skłaniały do refleksji i zadumy. Najsilniej zapadła mi w pamięć nauka: "Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali". Warto realizować to przesłanie w całym swoim życiu".
Dziekan dekanatu Radymno I, proboszcz parafii pw. św. Wawrzyńca w Radymnie ks. prałat Czesław Jaworski powiedział m.in.: "Przeżywaliśmy niezwykłą ucztę duchową, zapoznaliśmy się jeszcze bardziej z życiem i z tym, co głosił JP II".
Przedstawienie obejrzało wielu znamienitych gości, m.in. ks. bp Stanisław Jamrozek z Przemyśla, ks. prałat Kazimierz Golenia emerytowany proboszcz z Radymna, Burmistrz Miasta Radymna Wiesław Pirożek z małżonką, radni Powiatu Jarosławskiego, radni Miasta Radymna, dyrektorzy i nauczyciele wszystkich szkół z Radymna, siostry ze Zgromadzenia SS NMP NP z naszego miasta, księża wikariusze, kleryk Jakub z Radymna studiujący w WSD w Przemyślu, pan Tomasz Kurowski kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy w Radymnie z małżonką, mieszkańcy Radymna, wychowawcy i wolontariusze Parafialnej Świetlicy, osoby prowadzące oazę, dzieci i młodzież, która, należy ufać, za rok czy dwa włączy się w pracę świetlicy i oazy.
Po występie ks. bp Jamrozek wyraził słowa ogromnej wdzięczności zdolnym młodym artystom oraz osobom, które ich przygotowywały, za to, że przybliżyli nam postać bł. JP II, już niedługo świętego. Zdradził nam także receptę na świętość - ciągle przebywać w Bożej obecności. "Doświadczając bliskości Pana, zapragniemy być takimi, jakim On jest" - stwierdził. Życzył nam, abyśmy byli zaczynem dobra i miłości dla każdego człowieka.
Kierownik Parafialnej Świetlicy w Radymnie podziękowała ks. proboszczowi za wszelką pomoc i modlitwę, za przygotowanie tej wersji scenariusza i reżyserię Marcie Gliniak, za scenografię i opiekę nad dziećmi Ewie Leszczyńskiej, za dekoracje i pomoc w organizacji Elżbiecie Tancer, Monice Przytule, Anecie Mielnickiej, Wojciechowi Wilmanowi, za oprawę techniczno-wizualną ks. Krzysztofowi i ks. Bartłomiejowi, wszystkim aktorom za to, że zechcieli się włączyć. Szczególne słowa wdzięczności skierowała pod adresem nauczycieli - Magdaleny Biesiadeckiej, Małgorzaty Czyż i Zofii Hawro oraz uczniów Technikum Żywienia i Usług w Zespole Szkół Ogólnokształcących, Zawodowych i Rolniczych w Radymnie za osłodzenie uroczystości kremówkami papieskimi, które przygotowali bezinteresownie. Warto dodać, że wszystkie składniki na upieczenie kremówek ofiarował nam pan Andrzej Hołdowicz - właściciel sklepu "ANMAR" w Radymnie.
Na zakończenie można zapytać - dlaczego JP II wartości wymienione na wstępie rozsiewał po całym świecie? Ponieważ nade wszystko ukochał Boga i ludzi.
Opracował i zdjęcia wykonał Zdzisław Wójcik

