Szukając śladów Boga
Od kilkunastu lat z Radymna wyjeżdża autokar z pielgrzymami podążającymi na Tarnicę. 18 kwietnia 2014 r., by przeżywać wielkopiątkową Drogę Krzyżową, wyjechało 45 mieszkańców tego miasta i okolicznych miejscowości.
"Po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do Wołosatego. Kolejne cztery i pół godziny maszerowaliśmy, z przystankami na rozważania poszczególnych stacji, przez Bukowe Berdo na Tarnicę" - opowiada organizator pan Marian Lizoń.
Podczas rozmów z pasjonatami gór i przyrody, dowiedziałem się, że fascynacja nimi prowadzi do głębszego poznawania i odkrywania Stwórcy tej natury. Po powrocie, z radością dzielili się ze mną tym, co przeżywali.
Wspólnotę zawiązał i DK prowadził ks. Janusz Łuc dyrektor Domu Rekolekcyjnego w Rzepedzi, były wikariusz w Radymnie. Rozważania czytali pielgrzymi. Najmłodszy z nich Filip, który uczestniczył już po raz kolejny w takiej DK, ma 12 lat, najstarszy Tadeusz 63 lata. "W górach człowiek jest bliżej Boga, pod warunkiem, że serce też podąża ku Niemu" - zwierza się Kazimierz.
Po umocnieniu ducha, nadszedł też czas na wzmocnienie ciała. Skromny posiłek, "przyprawiony" przepięknymi widokami, bo pogoda bardzo dopisała, smakował jak nigdy. Dobrze pamiętam moje wcześniejsze takie DK, które przeżywałem wraz z synem Michałem, kiedy w kurtce z jednej strony miałem kromkę chleba i butelkę wody, a z drugiej czekoladę. Po dobrych kilku godzinach postu, przed podejściem do krzyża na Tarnicy, był czas na zebranie sił. Smak tego chleba i wody będę zawsze pamiętał. Czekolada wracała do domu.
"O godzinie 14.00 była medytacja przed krzyżem na Tarnicy. To był taki szczególny czas dla nas pielgrzymów. Mając w pamięci góry i doliny, które pokonaliśmy z niemałym wysiłkiem, można stwierdzić, że są one odbiciem wzlotów i upadków natury człowieka. Tam przed krzyżem, pomimo zmęczenia szczęśliwi, stanęliśmy w prawdzie przed Panem tego świata" - wyznaje pan Marian. Po chwili dodaje: "Cieszy fakt, że widząc zorganizowaną grupę z księdzem, co roku przyłączają się do nas turyści. Jeszcze bardziej radujemy się z powodu młodych ludzi, którzy z nami jadą na Tarnicę. To nie jest młodzież przypadkowa". Po 16.00 pielgrzymi wyruszyli z Wołosatego w drogę powrotną.
Jak wynika ze statystyk prowadzonych przez organizatora, około 30-40% osób, to stali uczestnicy, którzy jeżdżą co roku. 90% całej grupy stanowią mieszkańcy Radymna. Pozostali to są pielgrzymi z innych miast, nawet z Rzeszowa. Wśród wytrwałych są m.in. Burmistrz Miasta Radymna Wiesław Pirożek, Barbara i Tadeusz Filipowiczowie, Robert Hamacher z dziećmi, Romek Michalski z córkami, Kazimierz Rząsa z dziećmi.
Z wymiany zdań z uczestnikami tej, można bez przesady zaryzykować stwierdzenie, ekstremalnej DK, przebijało się m.in. spostrzeżenie, że przykazania Pana są jak szlak górski, idąc według nich - nie zbłądzimy. "Przed wyjazdem z Radymna na Tarnicę miałem podwyższoną temperaturę ciała, jednak cały czas coś mi mówiło, aby się nie poddawać, wejść do autokaru i... jechać. Gdy byliśmy na miejscu nie czułem się najlepiej, ale chęć wyjścia w góry była tak duża, że nie zwracałem większej uwagi na to, że moja kondycja jest nieciekawa. Gdy zaczęła się DK, wsłuchałem się w rozważania. Skupiłem się na postaci Jezusa, który był męczony, bity i szydzono z Niego, gdy dźwigał krzyż na Golgotę. Zacząłem się modlić. Teraz wiem, że to On od samego rana mi mówił, abym wstał i wyszedł razem z Nim na Tarnicę. Po to, by uklęknąć pod krzyżem i podziękować Mu za wszystko" - opowiada Damian.
Pamiętajmy, że Jezus nie chce tych, którzy Go podziwiają, lecz tych, co kroczą Jego drogą.
Tekst Zdzisław Wójcik, zdjęcia Maciej Lizoń
"Po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do Wołosatego. Kolejne cztery i pół godziny maszerowaliśmy, z przystankami na rozważania poszczególnych stacji, przez Bukowe Berdo na Tarnicę" - opowiada organizator pan Marian Lizoń.
Podczas rozmów z pasjonatami gór i przyrody, dowiedziałem się, że fascynacja nimi prowadzi do głębszego poznawania i odkrywania Stwórcy tej natury. Po powrocie, z radością dzielili się ze mną tym, co przeżywali.
Wspólnotę zawiązał i DK prowadził ks. Janusz Łuc dyrektor Domu Rekolekcyjnego w Rzepedzi, były wikariusz w Radymnie. Rozważania czytali pielgrzymi. Najmłodszy z nich Filip, który uczestniczył już po raz kolejny w takiej DK, ma 12 lat, najstarszy Tadeusz 63 lata. "W górach człowiek jest bliżej Boga, pod warunkiem, że serce też podąża ku Niemu" - zwierza się Kazimierz.
Po umocnieniu ducha, nadszedł też czas na wzmocnienie ciała. Skromny posiłek, "przyprawiony" przepięknymi widokami, bo pogoda bardzo dopisała, smakował jak nigdy. Dobrze pamiętam moje wcześniejsze takie DK, które przeżywałem wraz z synem Michałem, kiedy w kurtce z jednej strony miałem kromkę chleba i butelkę wody, a z drugiej czekoladę. Po dobrych kilku godzinach postu, przed podejściem do krzyża na Tarnicy, był czas na zebranie sił. Smak tego chleba i wody będę zawsze pamiętał. Czekolada wracała do domu.
"O godzinie 14.00 była medytacja przed krzyżem na Tarnicy. To był taki szczególny czas dla nas pielgrzymów. Mając w pamięci góry i doliny, które pokonaliśmy z niemałym wysiłkiem, można stwierdzić, że są one odbiciem wzlotów i upadków natury człowieka. Tam przed krzyżem, pomimo zmęczenia szczęśliwi, stanęliśmy w prawdzie przed Panem tego świata" - wyznaje pan Marian. Po chwili dodaje: "Cieszy fakt, że widząc zorganizowaną grupę z księdzem, co roku przyłączają się do nas turyści. Jeszcze bardziej radujemy się z powodu młodych ludzi, którzy z nami jadą na Tarnicę. To nie jest młodzież przypadkowa". Po 16.00 pielgrzymi wyruszyli z Wołosatego w drogę powrotną.
Jak wynika ze statystyk prowadzonych przez organizatora, około 30-40% osób, to stali uczestnicy, którzy jeżdżą co roku. 90% całej grupy stanowią mieszkańcy Radymna. Pozostali to są pielgrzymi z innych miast, nawet z Rzeszowa. Wśród wytrwałych są m.in. Burmistrz Miasta Radymna Wiesław Pirożek, Barbara i Tadeusz Filipowiczowie, Robert Hamacher z dziećmi, Romek Michalski z córkami, Kazimierz Rząsa z dziećmi.
Z wymiany zdań z uczestnikami tej, można bez przesady zaryzykować stwierdzenie, ekstremalnej DK, przebijało się m.in. spostrzeżenie, że przykazania Pana są jak szlak górski, idąc według nich - nie zbłądzimy. "Przed wyjazdem z Radymna na Tarnicę miałem podwyższoną temperaturę ciała, jednak cały czas coś mi mówiło, aby się nie poddawać, wejść do autokaru i... jechać. Gdy byliśmy na miejscu nie czułem się najlepiej, ale chęć wyjścia w góry była tak duża, że nie zwracałem większej uwagi na to, że moja kondycja jest nieciekawa. Gdy zaczęła się DK, wsłuchałem się w rozważania. Skupiłem się na postaci Jezusa, który był męczony, bity i szydzono z Niego, gdy dźwigał krzyż na Golgotę. Zacząłem się modlić. Teraz wiem, że to On od samego rana mi mówił, abym wstał i wyszedł razem z Nim na Tarnicę. Po to, by uklęknąć pod krzyżem i podziękować Mu za wszystko" - opowiada Damian.
Pamiętajmy, że Jezus nie chce tych, którzy Go podziwiają, lecz tych, co kroczą Jego drogą.
Tekst Zdzisław Wójcik, zdjęcia Maciej Lizoń

