Data: 20-08-2018

Podzieliły się dobrem!

Z Agatą Michalską i Magdaleną Trudzik z Radymna w powiecie jarosławskim - wolontariuszkami Domu Serca, które spędziły ponad rok na misjach w Hondurasie i Peru, rozmawia Zdzisław Wójcik.

Zdzisław Wójcik: - Czas nas misjach od marca 2017 r. do maja 2018 r. upłynął Wam zapewne szybko. 5 sierpnia 2018 r. podczas spotkania z wiernymi oraz osobami, które Was wsparły modlitwą i finansowo z parafii pw. NSPJ w Radymnie, które odbyło się w Domu Parafialnym podzieliłyście się wrażeniami z misji. W Domach Serca byłyście we wspólnotach międzynarodowych. Dlaczego?
A.M.
: - Takie jest założenie tej wspólnoty, aby była międzynarodowa. Ze mną było dwóch Francuzów - Solene i Aurelio, jedna dziewczyna z Ekwadoru - Estefania, Mariano z Argentyny oraz Klaudia z Polski.
M.T.: - Ja dzieliłam czas misji z Andrzejem i Agnieszką z Polski, Bertillą, Franciskiem i Charlotte z Francji, a także Karlą z Salwadoru. Międzynarodowość nie była ułatwieniem, ale w codziennym życiu bardzo pomagała mi świadomość, że to Pan Bóg nas wybrał, umieścił w jednym domu, bo chciał byśmy stali się dla siebie przyjaciółmi. To było trudne zadanie, ale i jeden z największych darów na misji.
Z.W.: - Jak wyglądał dzień wolontariusza?
A.M.
: - Dzień rozpoczynał się od jutrzni, następnie śniadanie i obowiązki dnia codziennego: pranie, sprzątanie, zakupy. Po południu mieliśmy Mszę Świętą. Każdego dnia odwiedzałyśmy starsze osoby w ich domach, słuchałyśmy ich opowieści o życiu, smutkach i radościach, trzymałyśmy za rękę, odwiedzałyśmy też starszych ludzi w szpitalach. Trzy razy w tygodniu zapraszaliśmy dzieci do naszego domu, wspólnie się bawiliśmy, graliśmy. One wiedziały kiedy można do nas przyjść i zawsze nad odwiedzały tłumnie. Czasem przychodziły w innych momentach dnia, żeby napić się wody, spędzić trochę czasu z nami, pomóc lub poprzeszkadzać w różnych domowych czynnościach. Ludzie z którymi spędzaliśmy na co dzień czas są bardzo biedni, ale szczęśliwi. Do życia naprawdę wiele nie potrzeba. Mimo wielu problemów ich energia do życia wielokrotnie mnie zdumiewała. Domy Serca w Hondurasie funkcjonują już 20 lat. Ci ludzie wiedzieli, że przyjechaliśmy do nich na 14 miesięcy. Mimo tego dzielili się z nami historiami swojego życia.
M.T.: - Do nas dzieci przychodziły codziennie. Po co? Bo tu zawsze ktoś się nimi zaopiekował, wysłuchał, przytulił, podarował trochę uwagi; to czego w domu im brakowało. Wieczorem przychodziła do domu młodzież. Tutaj zdejmowali maski ?macho" i mogli poczuć się sobą. Nasz dom był dla nich jakby schronem od walki i zmagań z trudną codziennością.
Z.W.: - Miałyście też dni wyjazdowe?
A.M.
: - Nazywa się to Apostolat zewnętrzny, czyli poza dzielnicą, gdzie na co dzień mieszkamy. My w Hondurasie jeździmy do więzienia dla kobiet. Odwiedzamy tamtejsze więźniarki. Niesamowity czas. Spotkałam się tam z tak wieloma historiami, które nawet trudno teraz opowiedzieć. To więzienie to na pewno miejsce, gdzie jest potrzeba dużego współczucia i pocieszenia, potrzeba prostej obecności. Razem ze wspólnotą jeździliśmy też do Domu Opieki Społecznej oraz do Szpitala Psychiatrycznego.
M.T.: - My wychodziliśmy do Domu Matki Teresy z Kalkuty, gdzie pomagaliśmy przy niepełnosprawnych. To był przepiękny apostolat, który rozweselał wszystkie moje smutki. Bywaliśmy też w Domu św. Jana Bosko dla trudnej młodzieży, męskiej. Z niektórymi chłopakami udało nam się zaprzyjaźnić i potem to oni przyjeżdżali do nas.
Z.W.: - Podczas rozmów z mieszkańcami z czym kojarzyła im się Polska?
A.M
.: - Z Janem Pawłem II oraz z Robertem Lewandowskim.
M.T.: - Wielu Peruwiańczyków dobrze zna naszą historię. Pytają o Auschwitz, tragedie wojenne. Niektórzy znają polskich autorów, kompozytorów.
Z.W.: - Religijność ludzi, których spotykałyście polegała na...
A.M.
: - To, co mnie zaskoczyło i dotknęło, to ich świadomość Pana Boga. Kiedy się z nimi rozmawia, ma się takie wrażenie, że zawsze żyją z Panem Bogiem. Jest jakaś świadomość Pana Boga we wszystkim, co robią. To się objawia nawet w codziennych powiedzeniach, bo kiedy pytałam kogoś, czy spotkamy się jutro, zawsze słyszałam w odpowiedzi: "Jeśli Pan Bóg zechce". We wszystkim jest ta myśl, że jest coś więcej, że ktoś kieruje ich życiem. Ludzie, wśród których mieszkałam, pomimo że codziennie doświadczają biedy, są radośni. Myślę, że to bierze się z zaufania.
M.T.: - Religijność wyraża się również w stosunku do drugiego człowieka. Peruwiańczycy mają bardzo intensywne życie społeczne, wspólnotowe. Bardzo dużo ze sobą rozmawiają, o wszystkim. Mają czas dla siebie. Oni naprawdę się cieszą ze spotkania z drugą osobą. Tam żyje się w rodzinie i każdy od dziecka jest przyzwyczajony do tego, że ludzie są ze sobą blisko. Pewnie też dlatego czują się tak blisko Pana Boga.
Z.W.: - Proszę opowiedzieć o pomaganiu mieszkańcom
A.M
.: - Nauczyłam się trochę innego pomagania. Nauczyłam się tego, że mój pomysł na poprawę życia danego człowieka, który nie ma co jeść albo nie ma pracy, niekoniecznie musi być najlepszy. Doświadczyłam tego, że ci ludzie bardzo często nie potrzebowali nic więcej niż chwili czasu, który im poświęcaliśmy. Odkryłam, że ten czas podarowany drugiemu człowiekowi może być naprawdę najważniejszy. I za ten darowany czas najbardziej nam dziękowali.
M.T.: - Namacalnie zobaczyłam, że dbanie o to, żeby tylko być, to jest też dbanie o bezinteresowność naszych relacji i że na tym jest zbudowana nasza misja. Okazało się, że ludzie są nam najbardziej wdzięczni właśnie za to, że jesteśmy. Kiedy na końcu misji mówią nam "dziękuje" , to wracają myślami do tych chwil, kiedy byliśmy z nimi w momentach trudnych: na pogrzebie bliskiej osoby albo kiedy ktoś zachorował, albo kiedy kogoś opuściła rodzina. Nie myślą wtedy o materialnej pomocy, ale o naszej obecności i modlitwie. Dzięki temu upewniłam się, że towarzyszenie jest sercem misji, bo właśnie to zostaje w ludziach.
Z.W.: - Skąd czerpałyście siłę do niełatwej czasami posługi?
A.M
.: - Kaplica, to miejsce gdzie się zaczynało dzień i kończyło. Każdy Dom Serca ma kaplicę z Najświętszym Sakramentem. To właśnie Bóg był tą pomocą. Bez Niego pewnie by nic nie wyszło.
M.T.: - Gdy było ciężko pogodzić się z tym wszystkim, co widziałyśmy i czułyśmy, najbardziej pomagała adoracja i Eucharystia. Potem wspólnota. To było nie do uniesienia samemu, więc podzielenie ciężaru, nawet prosta rozmowa przynosiła dużą ulgę.
Z.W.: - Czy udało Wam się spotkać podczas misji?
A.M
.: - Udało nam się spotkać po misji. Gdy zakończyłam misje w Hondurasie pojechałam do Peru. Dzięki temu mogłam poznać Dom i wspólnotę Magdy.
M.T.: - To było coś niesamowitego, że Aga mogła przyjechać do tego miejsca, z którego tęskniłam za nią przez te 14 miesięcy. Bardzo się cieszyłam.
Z.W. : - 5 sierpnia 2018 r. w Domu Parafialnym w Radymnie nie tylko podzieliłyście się wrażeniami z misji, ale również wyraziłyście wdzięczność...
A.M
.: - Wdzięczność za wsparcie i to finansowe, bez tego ta misja nie byłaby możliwa, ale i to modlitewne, które było czuć przez cały czas wolontariatu.
M.T.: - Tak, to nie była tylko moja misja, ale tych wszystkich, którzy ją wspierali. Dzięki temu nie czułam się na niej samotna. Jestem za to bardzo wdzięczna.
Z.W.: - Czego Wam życzyć?
A.M
.: - Powodzenia na Misji Życie :)
M.T.: - I by te misyjne owoce się nie wyczerpały, byśmy mogły się nimi cieszyć w naszej codzienności w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: archiwum Domów Serca w Hondurasie i Peru


NAJNOWSZE
Nauka może być...
Uśmiechy, radosne barwy i chemiczne eksperymenty...
1. Rodzinny Piknik...
Stowarzyszenie Turystyczno-Sportowe "Róża Wiatrów"...
Zaczynamy wielkie...
W najbliższą niedzielę, 23 września o godzinie 11.00...
Kolejna edycja akcji...
20 i 21 września po raz kolejny obchodzimy Europejski...
Szlakiem Green VELO w...
29 - 30 września 2018 odbedą się obchody Światowego...


NAJPOPULARNIEJSZE
*Dzień Strażaka* w...
Piątek 5 maja 2017 był szczególnym dniem dla...
Bryg. Daniel Dryniak...
28 kwietnia, tuż po godzinie 13. w Sali Obrad Urzędu...
Spotkanie w PWSW
24 kwietnia 2017 r., na zaproszenie samorządu...
Dar serca
Podzielili się wiedzą, doświadczeniem i...
Noc Muzeów 2017 w...
Serdecznie zapraszamy na Noc Muzeów, która odbędzie...
arrow_upward